Dziedzictwo w edukacji z perspektywy wsi i miasteczka

Przewiń w dół
Opublikowano:
Artykuł należy do kategorii:

Dziedzictwo w edukacji z perspektywy wsi i miasteczka

Edukacja „o” i „w” oparciu o dziedzictwo kulturowe przychodzi naturalnie i prosto, gdy się jest mieszkańcem większego miasta, z jego muzeami i innymi instytucjami kultury, wspaniałymi zabytkami i bogatą historią. Z perspektywy wsi czy miasteczka dostęp do niej wydaje się nieraz utrudniony. W jakie pułapki często wpadamy i czy można ich uniknąć?

Wypada zacząć, co rozumiemy przez edukację „o” i „w” oparciu o dziedzictwo kulturowe. Są to nie tylko działania prowadzone przez instytucje powszechnie kojarzone z edukacją, jak szkoły, mające na celu upowszechnienie wiedzy, uwrażliwienie oraz umożliwienie dostępu i interpretacji dziedzictwa, ale także różne działania – warsztaty, publikacje, wydarzenia.

 

Pułapka 1. Nierozpoznanie i niedocenienie lokalnych zasobów

Ikonopisanie na wzór cudownej ikony Matki Boskiej z XVI w. znajdującej się w kościele pw. Wniebowzięcia NMP w Dzierzgowie. Fot. Fundacja Plenerownia.

Nieraz w rozmowie z kimś pochodzącym z małej miejscowości zdarza nam się słyszeć: „U nas? U nas nic ciekawego nie ma. W Krakowie to macie, o czym opowiadać”. Tymczasem w okolicy przebiega szlak architektury drewnianej, niedaleko stoi barokowy kościół, parę kilometrów dalej przyszedł na świat znany poeta, a na miejscu tworzy ludowy artysta. Nie mówiąc o ciekawej historii budynku lokalnej szkoły czy opowieściach o duchu straszącym przy leśnej kapliczce. Wystarczy zgłębić jeden wątek, a za chwilę pojawią się kolejne.

Być może miejscowość nie jest szeroko znana i nie trafia do niej wielu turystów. Nie oznacza to jednak, że w niej „nic ciekawego nie ma”. Wystarczy dobrze rozejrzeć się po okolicy świeżym okiem, odwiedzić teren sąsiedniej gminy lub miejscowość i sporządzić listę elementów, które składają się na lokalne dziedzictwo. Warto przy tym pamiętać, że dziedzictwo to nie tylko piękne pałace, ale i zupełnie zwyczajne zabudowania gospodarcze czy budynek dawnej remizy.

Często myślimy o nim przez pryzmat historii przez duże H oraz kanonu tzw. kultury narodowej. Dobrze jednak starać się przekraczać utarte schematy. Wystarczy odrobina wrażliwości, ciekawości, a przede wszystkim dobre chęci, by pozornie „z niczego” wyczarować ciekawą opowieść, zyskać pretekst albo tło do działań edukacyjnych. Znane powiedzenie mówi: „Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie”. W interesie każdej społeczności lokalnej jest zmiana takiego stanu.

 

Pułapka 2. Niekorzystanie z zasobów dziedzictwa

Wyobraźmy sobie nauczyciela, który ma za zadanie przeprowadzić z klasą lekcję na temat gotyku. Tłumaczy wszystko teoretycznie i wykład ilustruje najbardziej znanymi przykładami budynków z Polski i świata. Tymczasem w miejscowości znajduje się ceglany kościółek z XIV wieku, a w nim piękny szafiasty ołtarz. Aż się prosi, by lekcja o gotyku odbyła się w przestrzeni tego zabytku, a przynajmniej w ścisłym do niego nawiązaniu. Zwykle jednak dzieje się inaczej.

Inny przykład – szkoła nie dysponuje środkami, by zorganizować dla uczniów wycieczkę do muzeum czy na koncert w większym ośrodku i w ten sposób umożliwić im udział w edukacji kulturalnej. Tymczasem w miejscowości oddalonej o kilka kilometrów można zwiedzić dworek związany z postacią Mikołaja Reja i tematyczną ekspozycję, a niewiele dalej znajduje się Muzeum Zegarów i opactwo cysterskie, w którym organizowane są wspaniałe koncerty organowe. Zasoby lokalnego dziedzictwa z powodzeniem mogą posłużyć do urozmaicenia lekcji czy ogólnie życia kulturalnego.

Nieraz jeździmy zwiedzać odległe zakątki, a nie znamy najbliższej okolicy. Często zdarza się, że na siłę szukamy jakiś oryginalnych pomysłów na aktywności (np. dla koła seniorów), a wystarczy zabrać grupę do miejscowego zabytku i zaproponować jego poznawanie w innym kontekście. Niekorzystanie z zasobów dziedzictwa często wynika z ich nierozpoznania i niedocenienia. Wielokrotnie to, co lokalne, wydaje się tak opatrzone, znane, powszednie i oczywiste, że staje się… niewidoczne. Dlatego też przestaje być traktowane jako wartość. W takiej sytuacji trudniej przekazywać dziedzictwo następnym pokoleniom.

 

Pułapka 3. Zamykanie się

Zdarza się, że prowadząc działania na rzecz upowszechnienia lokalnego dziedzictwa, skupiamy się tylko i wyłącznie na granicach administracyjnych gminy, powiatu albo województwa. Nie łączymy sił i ignorujemy to, czym dysponują sąsiedzi. Działamy w odosobnieniu, a czasem konkurujemy ze sobą. Nie nawiązujemy współpracy ani nie wyprawiamy się z wycieczką za przysłowiową miedzę. Zapominamy przy tym, że historia naszych społeczności toczyła się wspólnie i w nawiązaniu do siebie, a wyroki administracyjne dopiero niedawno je rozdzieliły.

Może u nas nie ma izby regionalnej, ale znajduje się ona zaledwie kilka kilometrów dalej? Może warto porozmawiać i poprowadzić trasę lokalnego rajdu nieco inaczej, by wzbogacić ją o ciekawy obiekt położony „po sąsiedzku”? Albo razem wydać opracowanie na temat szlacheckiego rodu wpisanego w historię okolicy? Podejmując trud upowszechniania dziedzictwa, warto mieć na uwadze nie tylko swoją najbliższą okolicę.

Zamykanie się w sobie może także polegać na poruszaniu się tylko w obrębie pewnych tematów, z pominięciem np. wątków odnoszących się do innych religii czy grup etnicznych albo narodowych. Albo na niechęci do wprowadzania nowych działań, próbowania świeżych pomysłów, szukaniu nowych rozwiązań na dotychczasowe problemy. Lub na skupianiu się tylko i wyłącznie na działaniach swojej instytucji. A przecież nikt z nas nie jest samotną wyspą…

 

Pułapka 4. Działania powierzchowne i projekty wydmuszki

W epoce rozmaitych programów dotacyjnych, w regulaminach których pojawiają się hasła „dziedzictwo”, „mała ojczyzna”, „edukacja” oraz „promocja”, powstało mnóstwo folderów, przewodników, map, gier oraz innych przedsięwzięć, teoretycznie mających pełnić szczytną rolę upowszechniania lokalnego dziedzictwa. Zapomina się przy tym często o rzetelności i wiarygodności tego rodzaju działań. Zdarza się, że do rąk odbiorców trafiają publikacje, w których autorzy (często ich jedynymi kompetencjami są doświadczenia z wydziału promocji) bez zastanowienia kopiują informacje z internetu i bez mrugnięcia okiem piszą, że królowa Jadwiga ufundowała kościół w XIX w. Znamienny jest przykład zdjęcia na pocztówce z jednego z podkrakowskich miasteczek: dla przybysza z zewnątrz interesujący był na nim budynek synagogi, tymczasem podpis głosił: „Parking”.

Nie zawsze wiadomo, dla kogo dane opracowanie tak właściwie jest skierowane: dla turystów czy miejscowych? Często widać, że miało być przede wszystkim efektowne, zapomniano przy tym o jego sensowności. W wielu sytuacjach nad rozsądkiem górę bierze szeroko pojęta polityka, która karze zmieniać bądź skazuje na zapomnienie dobre z punktu widzenia lokalnego dziedzictwa inicjatywy poprzedników bądź konkurentów. Jak Polska długa i szeroka mnożą się projekty „wydmuszki”, realizowane na chwilę, dla splendoru, pod publiczkę, byle było, bo są środki, w myśl hasła: „Czemu nie u nas, skoro gdzie indziej się udało?”. Pozostają po nich zarośnięte tablice informacyjne albo poniewierające się ulotki. Na dłuższą metę to droga donikąd. Dlatego dobrze jest mierzyć siły na zamiary.

 

Pułapka 5. Ludyczność

Chęć przyciągnięcia jak największej publiczności i zapewnienia im dobrej rozrywki to problem, który dotyka współcześnie wszystkie dziedziny życia. Od lat toczy się w tym kontekście debata o telewizji publicznej i jej tzw. misji. Nie inaczej jest z kwestią upowszechniania i edukowania o dziedzictwie. Ten szczytny cel przypisuje się działaniom, które w praktyce niestety go nie spełniają albo dzieje się to w bardzo ograniczonym zakresie. Przykładem mogą być popularne rekonstrukcje i festyny – sama idea jest bardzo dobra, gorzej bywa, kiedy w trakcie tego rodzaju imprez dziedzictwo często niknie w oparach piwnych i smażonych kiełbasek. Wątpliwe są także postaci przewodników ubranych w XVII-wieczne żupany i kontusze, oprowadzających po średniowiecznym zamku, którego dzieje w żaden sposób nie wiążą się z Sarmatami. Zwolennicy mówią, że to się podoba… Dzieci się uczą… Ludzie lizną trochę historii. Naprawdę? Warto szukać drogi, by pogodzić ilość z jakością i zwyczajnie wychować swoją publiczność.

 

Pułapka 6. Niedbałość, brak dostępu i konsekwencji

No dobrze, wytyczyliśmy już ścieżkę edukacyjną, postawiliśmy tablice informacyjne, wydaliśmy folder. Chwalimy się, że na terenie naszej gminy można zobaczyć prawdziwe cuda, weźmy na to park ze starodrzewiem oraz drewniany kościółek. Problem polega na tym, że na miejscu zachęcony turysta napotyka ścianę zarośli i pocałuje klamkę. Gdyż zapomina się, że owszem dziedzictwo należy upowszechniać, ale równocześnie trzeba się nim opiekować i zadbać o dostęp do niego.

Dostępność polega nie tylko na otwarciu drzwi, ale przede wszystkim chodzi o zaproponowanie pewnego klucza do interpretacji. Wyobraźmy sobie, że w miejscowości powstaje izba regionalna albo minimuzeum, gdzie umieszcza się hurtem obiekty z różnych bajek: stare przyrządy gospodarstwa domowego, fotografie, dzieła sztuki ludowej, święte obrazy, dokumenty, a wszystko przetyka rozmaitymi pamiątkami i bibelotami, m.in. mezuzą i szklana rybą. Jeżeli brak jest myśli przewodniej, narracji, komentarza, informacji, zwiedzający nie bardzo wie, co z tym wszystkim zrobić. Zamierzony cel edukacyjny nie zostaje osiągnięty. Dobrze więc działać całościowo i konsekwentnie.

 

Pułapka 7. Niedostrzeganie korzyści z edukacji o dziedzictwie

Mamy tendencję, aby na każdym kroku promować nowoczesność, postęp, innowacje. Edukacja o dziedzictwie wydaje się przy tym trącić myszką… Wszystkim, którzy nie doceniają wartości drzemiących w dziedzictwie, wystarczy przytoczyć petycję ogłoszoną na I Światowym Forum Dziedzictwa Młodych zorganizowanym przez UNESCO w Bergen w Norwegii w 1995 roku: „Dziedzictwo kulturowe i naturalne kształtuje środowisko, od którego człowiek zależy w sensie psychologicznym, religijnym, edukacyjnym i ekonomicznym. Ich całkowite albo nawet częściowe zniszczenie może zagrozić zachowaniu naszej tożsamości, przetrwaniu narodów i planety. Odpowiadamy za ich zachowanie dla przyszłych pokoleń”. Aby ten cel osiągnąć, pozostaje po prostu edukować.

 

Warsztaty Fundacji Plenerownia. Fot. Fundacja Plenerownia

Ten krótki przegląd nie omawia oczywiście wszystkich problemów, które dotyczą edukacji „o” i „w” oparciu o dziedzictwo kulturowe z perspektywy wsi i miasteczka. Lista mogłaby być znacznie dłuższa i bardziej szczegółowa. Chodziło o zasygnalizowanie częstych bolączek i przeszkód, a także zachęcenie do ich definiowania i poszukiwania sposobów na ich przezwyciężenie. Przede wszystkim warto uświadomić sobie, że taka edukacja nie jest czymś abstrakcyjnym i niemożliwym i wiele się w tej dziedzinie dzieje.

 

 

 

 

 

 

 

Autor: Katarzyna Zarzycka – Fundacja Plenerownia

Czy artykuł był pomocny?