Oj, mamo, ciągle w kółko to samo, czyli jak zrobić coś inaczej

Przewiń w dół
Opublikowano:
Artykuł należy do kategorii:

Oj, mamo, ciągle w kółko to samo, czyli jak zrobić coś inaczej

Organizując przedsięwzięcia związane z upowszechnianiem dziedzictwa – np. z rocznicą jakiegoś wydarzenia, świętem narodowym, tradycjami – zdarza nam się sięgać po te same rozwiązania. Tłumaczymy, że są sprawdzone, że publiczność je lubi, że tak było zawsze. Czy to ma sens?

 

  1. CELE POD LUPĄ

Organizując wydarzenie, stawiamy sobie określone cele. Nie zawsze jednak weryfikujemy, w jakim stopniu zostały one osiągnięte. Na przykład: gmina od kilku lat zajmuje się organizacją rekonstrukcji historycznej bitwy. Podczas widowiska ludzie miło spędzają czas, przy okazji podjadając kiełbaskę z grilla i kupując okolicznościowe pamiątki w rodzaju hełmu Wikingów z rogami. Gwar rozmów i wrzawa bitewna skutecznie zagłuszają lektora, który monotonnym głosem czyta o przebiegu wydarzeń z przeszłości. Gdyby zapytać widzów, kto bił się z kim i dlaczego, wielu (jeśli nie większość) nie potrafiłoby odpowiedzieć. Wniosek: forma przesłoniła treść, przekaz nie dotarł do odbiorców. Ludyczność zasłoniła cel organizatorów: przykro, że wysiłek, pasja, zaangażowanie rekonstruktorów, które naprawdę fantastycznie mogą służyć celom edukacji, promocji i udostępniania części lokalnego dziedzictwa, spełzły na niczym. Bo wspomnienie z ciekawej imprezy albo pamiątka w postaci hełmu Wikingów to naprawdę nie jest znak, że zrobiliśmy coś wartościowego. Za to na pewno kosztownego…

Warto więc przeprowadzić rzetelną ewaluację naszych działań, sprawdzić, czy coś, co organizujemy od lat, przynosi zamierzony efekt, czy trafia do odbiorców, przekonuje ich, kształci, uwrażliwia. Może wystarczy popracować nad szczegółami, zmienić proporcje, inaczej rozłożyć akcenty, by stare danie nabrało nowego smaku?

 

  1. NOWY REPERTUAR

W 2018 roku obchodziliśmy 100-lecie odzyskania niepodległości. Łatwo sobie wyobrazić, że instytucje różnych szczebli poczuwały się do organizacji okolicznościowej akademii, wydania publikacji czy odsłonięcia pamiątkowej tablicy. Wszyscy mniej więcej jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, co należy przy takiej okazji zaproponować. A gdyby tak podejść do tego inaczej, sprawić, by naprawdę było wyjątkowo i oryginalnie? Jeżeli chodzi o formy oraz narzędzia, jakimi można posłużyć się w przypadku popularyzacji dziedzictwa i wszelkich działań z nim związanych (jak np. dożynki), dysponujemy naprawdę bogatym repertuarem. Wśród narzędzi o charakterze wydarzeń można wymienić m.in.: konkursy, programy (np. stypendialne albo całoroczny program domu kultury osnuty wokół danego wątku), rajdy, zloty, wystawy, konferencje, spektakle, koncerty, a także różnego rodzaju jarmarki, targi i festiwale. Na uwagę zasługują metody o charakterze zajęciowym – odbiorcy naprawdę lubią być angażowani i zamiast po raz kolejny zmuszać ich do konsumpcji tego, co dla nich przygotowaliśmy, warto wciągnąć ich we wspólne działania, czyli zaproponować np. tematyczne warsztaty (sprawdzają się dla odbiorców w każdym wieku), szkolenia i kursy, wykłady i spotkania. Ciekawą formą są wszelkie propozycje działań w przestrzeni, jak wycieczki po szlakach turystycznych, kulturowych, ścieżki dydaktyczne oraz zabawy – np. questing lub gry terenowe. Jeżeli chodzi o publikacje, to warto pomyśleć np. o propozycji dla dzieci, o ciekawym przewodniku, portalu internetowym, aplikacji multimedialnej, blogu albo filmie. Interesujące są również różne materiały o charakterze dydaktycznym, pamiątki i gadżety – jak gry (np. planszowe lub karciane), zestawy klocków czy inne zabawki (np. tematyczne pluszaki).

 

  1. ŚWIEŻA KREW

Wszyscy dobrze wiemy, że tzw. czynnik ludzki jest bardzo wrażliwy. Miewa lepsze i gorsze okresy, ulega wypaleniu, zniechęceniu, wpada w rutynę. Czasem miewa tysiąc wspaniałych pomysłów na minutę, ale zdarza się, że nic ciekawego nie przychodzi mu do głowy. Ponadto lepiej zna się na jednych sprawach, a mniej na innych (gorzej, jeżeli twierdzi, że równie dobrze zna się na wszystkim). Niekiedy świetnie pracuje w zespole, innym razem sprawdza się w roli solisty. Gdy czynnik ludzki ma za zadanie zająć się dziedzictwem kulturowym, różnie mu to wychodzi, w zależności m.in. od wspomnianych wyżej uwarunkowań. Dlatego warto spojrzeć krytycznie na nasz zespół. Może utknęliśmy w miejscu i nie potrafimy zejść z raz obranego toru? Może zwyczajnie potrzebujemy pomocy? Przecież nie musimy znać się na wszystkim. Dookoła mnóstwo jest pasjonatów dziedzictwa, specjalistów, animatorów, edukatorów, organizacji, instytucji zajmujących się tematem na różne sposoby. Dobrze podjąć z nimi współpracę, odbić myśli, wciągnąć do przedsięwzięcia. Co dwie głowy, to nie jedna, a kolejne pary rąk do pracy na pewno się przydadzą. Angażujmy więc „nowych”, by tchnąć w nasze działania twórczą, ożywczą energię.

Warsztaty rodzinne na barce „Irena” na Odrze we Wrocławiu, organizowane przez Fundację Otwartego Muzeum Techniki. Fot. Tomasz Maria Prokop, arch. NID.

 

  1. NIEODKRYTE LĄDY

Na hasło „dziedzictwo mojej małej ojczyzny” przed oczami pojawiają nam się automatycznie pewne stałe motywy i obrazy, np. stary kościół, bitwa z okresu II wojny światowej, mogiła powstańców styczniowych, izba tradycji, okładka dzieła wywodzącego się z okolicy twórcy, występ lokalnego zespołu ludowego, kapliczka na rozstajach, kolędnicy… Organizując działania związane z dziedzictwem, raz po raz sięgamy więc po te wątki, od czasu do czasu zmieniając nieco zakres treści albo odświeżając formę. A gdyby tak zejść z dobrze znanej ścieżki, skręcić za róg i zajrzeć na sąsiednią ulicę? Warto przyjrzeć się zawartości zasobu lokalnego dziedzictwa, gdyż możemy tam znaleźć wątki, które staną się inspiracją do ciekawej akcji, przemyśleń, działań; motywy, które nigdy albo od dawna nie były poruszane, a które można wykorzystać do odświeżenia stałego repertuaru.

Przykładowo, może stale mówimy o żeliwnych nagrobkach na cmentarzu, a nigdy nie zwróciliśmy uwagi na to, że jeden z nich jest poświęcony pamięci autora pierwszej rozprawy o meteorach? Może wciąż zwracamy uwagę na miejscowe sanktuarium, ale w zasadzie nigdy nie wykorzystaliśmy w naszych działaniach tego, że otoczony kultem obraz to ikona? Te dwa odmienne przykłady stanowią świetny punkt wyjścia dla rozmaitych inicjatyw: od spotkania na temat meteorów po warsztaty pisania ikon. Warto czasem wyprawić się na nieodkryte lądy, po to także, by zyskać inną perspektywę.

 

  1. GŁOSY, GŁOSIKI

Nowe technologie, łatwość komunikacji, mobilność, natłok informacji, różnorodność bodźców – świat XXI wieku wymaga od nas ciągłych zmian, odnajdywania się w różnych sytuacjach. Dotyczy to także obszaru dziedzictwa kulturowego. Podejmując działania z nim związane, powinniśmy uwzględniać to, co dzieje się dookoła: aktualne wydarzenia, bieżące potrzeby, wymagania odbiorców, współczesne środki przekazu. Dobrze zwrócić uwagę na muzea – instytucje powszechnie kojarzone z dziedzictwem – i to, jaką w ciągu ostatnich lat przeszły zmianę. To już nie „strażnicy kolekcji”, ale miejsca, które oprócz wiedzy oraz informacji oferują swoim odbiorcom doświadczenie, pomagają zdobyć nowe umiejętności, zapraszają do dialogu, współtworzenia i interakcji. Obecnie wiele instytucji proponuje publiczności/odbiorcom partycypację, która polega na zaangażowaniu w działania, w proces tworzenia np. programu, wyznaczania celów, realizacji projektu. Warto wsłuchać się w głosy mieszkańców, lokalnej społeczności, by dowiedzieć się, jakie są jej potrzeby, oczekiwania, pomysły, wykorzystać jej energię, pasję oraz umiejętności. Partycypacja w działaniach na gruncie lokalnego dziedzictwa to świetne rozwiązanie dla wszystkich zaangażowanych stron.

 

Autor: Katarzyna Zarzycka – Plenerownia

 

 

Czy artykuł był pomocny?

Zobacz także